wtorek, 10 grudnia 2013

Nialler cz.2

Nialler cz.2 i najprawdopodobniej ostatnia

Imagine dla: Klaudia

Obudziłem się w szpitalu. Wszędzie kable, podpięte do mnie maszyny kilkanaście aparatur i potworny ból głowy. Co się stało? Próbowałem wytężyć umysł, jakieś prześwity pamięci, ale wciąż nic. Pomału otworzyłem oczy i poczułem jeszcze większe cierpienie. Zobaczyłem [T.I.], spała, tak słodko spała, że aż nie chciałem jej budzić. Pomimo snu mocno trzymała moją rękę. Ścisnąłem ją mocniej, chciałbym aby była ze mną do końca. Niechcący ja obudziłem. Spojrzała na mnie, chyba wyglądałem strasznie, bo nawet się nie uśmiechnęła. Chciałem się zobaczyć, próbowałem się podnieść, ale nie dałem rady.
-Niall spokojnie. Pójdę po lekarza. To wszystko wina Trevora i moja, przepraszam-pocałowała mnie w policzek.
Wyszła po lekarza, a ja zacząłem sobie wszystko przypominać. Szkoda tylko, że to ja miałem mu coś zrobić, a wyszło na odwrót. Dlaczego jestem takim dupkiem i nie potrafię jej pomóc? Przyszedł doktor, mój stan był ciężki, ale stabilny. Po za tym, że czuję się jak wrak człowieka, to chyba nic mi nie jest. Stałem się ciężarem. Jedyne czego terach chcę, to aby [T.I.] pojechała do domu i wypoczęła. Trevor jest aresztowany, nic jej nie grozi. Martwię się o nią. Wszystko mnie boli fizycznie i psychicznie. Słabnę, czuję jak zamykają mi się oczy.

~*~

Wbiegli lekarze, a ja słyszałam tylko pisk aparatury. Wyprosili mnie z sali. Co się dzieje? Nie, Niall nie może, on musi żyć. To wszystko wina teko skurwiela. Moje łzy lały się strumieniami, wszyscy na mnie patrzyli, a ja stałam na środku holu, oszołomiona. Wywieźli go, wzięli na sale operacyjną. Boże, dlaczego? Co on zrobił? To wszystko moja wina. Minęła godzina, dalej go operują, kolejna- znowu nic, 7 godzin operacji i wyszedł lekarz. Po mimo to, że byłam jak nieprzytomna podbiegłam i zapytałam co z Niallem.
-Nie będę kłamał, stan jest krytyczny. Wszystko zależy od dzisiejszej nocy.
Odszedł bez żadnego słowa więcej. Zostawił mnie tu i miał gdzieś to jak się teraz czuję...


Końcówkę niech każdy stworzy sam <3
Liczę na komentarze.
No i jeszcze nie było okazji...
Strasznie wam dziękuję za to że mnie tak miło przyjęłyście <3

piątek, 6 grudnia 2013

Zayn :D

6 grudnia, mikołajki. Prezent przygotowany, dom wysprzątany, teraz tylko czekać, aż zjawi się on, Zayn. Jesteśmy przyjaciółmi, najlepszymi, ale dla mnie znaczy więcej niż wszystko. Nie ma osoby, którą bym kochała jako osobę, z którą mam spędzić resztę życia, więc to Zayn daje mi szczęście.
W telewizorze nic nie ma, książki wszystkie przeczytane i jak tu czekać spokojnie, gdy ja jestem taka niecierpliwa. Chodzę sobie po pokoju w kółko i macham rękami, jakby to miało przyspieszyć czas. Dlaczego zawsze tak jest? Gdy chcemy przyspieszyć czas, on ciągnie się nieubłaganie, ale gdy chcemy trochę zwolnić, wszystko dzieje się tak jakby w jednej chwili.
Ktoś zapukał do drzwi i nagle jakby wszystko zwolniło. Podeszłam lekko do drzwi o od razu poczułam jego zapach.
-Zayn! -krzyknęłam.
Rzuciłam mu się na szyję. Czasami to mu się dziwie. Jak on ze mną wytrzymuje? On chyba ma mnie czasem dość. Wyciągnął zza siebie ogromnego pluszowego misia, on był niezwykły. Miał koszulkę z naszym wspólnym zdjęciem. Tak, chyba nigdy nie zabraknie mu pomysłów. On... On zawsze wymyśla coś tak ciekawego, a moje pomysły stają się już nudne i do przewidzenia. Tym razem nasze pomysły były trochę podobne. Pobiegłam na górę po mój prezent i wręczyłam go chłopakowi. Tak, miś z koszulką, która świeciła się jak lusterko. Nie ma za co Zayn. Ten błysk w jego oku, ta szczerość bijąca z jego uśmiechu, to Malik którego znam i kocham.
Usiedliśmy na kanapie i napawając się swoim towarzystwem włączyliśmy film. Takie chwile są najlepsze. Spędzone razem, bez zbędnych słów. Czego więcej chcieć?
-Takie chwile to najlepszy prezent jaki możesz mi dać - pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się. I jak tu nie kochać świąt?


Krótki, bo miałam mało czasu.
Przepraszam :c
W niedziele druga część Nialla.
Kto chcę dedykację? :)

środa, 4 grudnia 2013

Niall cz.1

Imagine dla: Sarix <3


Znów ten potężny ból, piekący policzek i uciskający brzuch. Nienawidzę tego, nienawidzę go, Trevora. To dlaczego wciąż z nim jestem? A no tak, boję się od niego odejść, boję się, że wtedy mi coś zrobi i nie tylko mi, ale też moim bliskim. Nasz związek wydaje się taki kolorowy, ale gdy zostajemy sami wszystko przemienia się w jego zabawę, a moje cierpienie. Ila razy już mnie zgwałcił, ile razy uderzył, ile razy zwyzywał, ale i tak nikogo to nie obchodzi. Niall, jedyna osoba w której mam wsparcie, która wie co tak na prawdę się dzieje i mi w to wierzy. Szkoda tylko, że tak rzadko go widuję. To wszystko wina Trevora, gdyby nie on wszystko byłoby inne. Zero spotkań w przyjaciółkami, bo od razu myśli, że go zdradzam, zero wyjść do sklepu, bo od razu go zdradzam. Może i jest totalnym śmieciem, ale nigdy bym tego nie zrobiła, bo trochę godności jeszcze mam. Co ja mu takiego zrobiłam, że tak się na mnie wyżywa? Odpowiedź jest prosta. Nic, po prostu nie miał nad kim się znęcać i jego ofiarą zostałam ja. Gdy go poznałam był inny, czuły, opiekuńczy i wydawało się, że jestem dla niego wszystkim, Tak, jest niezłym aktorem.
-To teraz się zabawimy - wysyczał.
-Zostaw mnie! - rozpłakałam się.
Usłyszałam dzwonek jego telefonu. Dziękuję ci wybawco, choć nie wiem kim jesteś. Pobiegłam do drzwi i uciekłam. Miałam już w dupie to co on mi zrobi i tak już nie miałam nic do stracenia. Biegłam przed siebie ile sił w nogach i modliłam się, żeby tylko mnie nie dogonił. Dobiegłam do jego domu, do domu Nialla. Niepewnie zapukałam w drzwi, żeby po chwili ujrzeć jego twarz. Na nic nie czekał, przytulił mnie, tego potrzebowałam, w jego ramionach czułam się bezpiecznie i to nie było udawane, czułam w sercu tę jego szczerość bijącą z jego ciała. Zaprosił mnie do środka, usiadłam na kanapie i pomału, spokojnie opowiedziałam mu to co się wydarzyło.
-Zabiję skurwysyna! Zabiję go! - wstał i wybiegł z domu.
Może i Nialler jest spokojną osobą, ale nigdy nie daje za wygraną i jak już sobie postawi jakiś cel to za wszelką cenę musi go spełnić.

~*~

Nikt nie będzie krzywdził [T.I.], a w szczególności taki dupek jak on. To nie pierwszy raz, ale teraz już nie wytrzymałem, podbiegłem pod jego dom i bez pukania wszedłem do środka.
-O kogo my tu mamy? Już cię wypieprzyła? - zadrwił.
-Zostaw ją w spokoju! Krzywdzisz ją. Nigdy więcej jej nie dotkniesz, nigdy więcej jej nie zobaczysz!
-Zobaczymy - zaśmiał się. 
Poczułem potworny ból w okolicach żeber. Ona wytrzymała tak ponad rok, a ja po pierwszym razie zemdlałem. 


Tak więc nie wiem z kim zrobić mikołajkowego imagina.
Pomysł jest taki.
Osoba która pierwsza skomentuje z kim i dla kogo, dostaje dedykację.
No i tak ogólnie to dziękuję wszystkim za komentarze <3

piątek, 29 listopada 2013

Ziall :)

Imagine dla: Maddie

Zaciągnęłam się powietrzem z szerokim uśmiechem po poprzednim przeciągnięciu się przed odsłonięciem kołdry. Prześwity słońca dostawały się do pokoju podkreślając nieprzyjemny kurz rozchodzący się w powietrzu.
-Musze jutro posprzątać-powiedziałam sama do siebie uświadamiając sobie, że jeszcze tylko parę godzin w szkole i weekend
To chyba najprzyjemniejsza rzecz w moim życiu. Co tydzień, każdego dnia prawie odliczam godziny aby w końcu nastał. Zmartwienia nawet przez chwile nie pojawiły się w głowie, a serce samo z siebie radowało się, nawet nie chciałam się nad tym zastanawiać. Dawno temu nie obudziłam się tak pozytywnie nastawiona na kolejny dzień. Szybki prysznic w którym krople ciepłej wody przyjemnie rozluźniły kości. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się szczęśliwa, bez żadnych problemów. Dzisiaj tylko 4 lekcje i w końcu wyrwę się z tego budynku na 2 dni. O niczym innym teraz nie marzę.
Sprawdziłam godzinę na telefonie i już miałam go odłożyć kiedy zawibrował w dłoni. Szybko nie sprawdzając nawet nadawcy otworzyłam sms'a

'Dzień dobry piękna. Miłego dnia. Niall xo'

Wraz z przeczytaniem podpisu uśmiech od razu znikł z twarzy a serce ponownie zaczęło bić szybciej tylko, że ze strachu.Nie zdążyłam nawet głęboko odetchnąć kiedy tym razem dostałam wiadomość od.....Zayn'a

'Dzień dobry. Nie mogę się doczekać żeby znowu cię zobaczyć xx'

W jednej chwili telefon jakby zaczął parzyć, a odrzucenie go na łózko wiązałam z pragnieniem odciągnięcia się od tego właśnie problemu.Dlaczego nie mogę przerwać tego tak jak wyrzucić telefon?
Nie odpisałam..żadnemu, a fala niepewności ponownie ogarnęła moje ciało. Ostatnio tylko ona mi towarzyszy. Ta cholerna bezradność, niezdecydowanie, które rodzi się z każdą myślą o chłopakach.
Wybiegłam z pokoju zostawiając elektryczne urządzenie mając nadzieję, że jeśli tam pozostanie nie spotkam się z nimi. Błagam niech tak się stanie.
Krajobraz mijał szybko kiedy autobus mknął do szkoły gdzie w ogóle nie chciałam jechać. Myśl o spotykaniu Malik'a przerażała mnie. Co ja mam mu powiedzieć? 'Wiesz..jesteśmy przyjaciółmi, to znaczy nawet coś więcej, ale także spotykam się z Niall'em. Wiec co? Idziemy do kina po szkole?' Przecież wyjdę na idiotkę..nie mogę działać na dwa fronty. Ale z drugiej strony..no kogo mam wybrać? Zayn jest ze mna od kilka lat, doskonale się rozumiemy, często się spotykamy, pomagamy sobie w szkole, swoje towarzystwo to najlepsze co nas może spotkać i w pewnym sensie moje serce należy właśnie do niego, ale od kiedy spotkałam Niall'a. Od początku był gentelmenem, potrafi zadbać o to, żebym czuła się doceniania a zarazem nigdy nie traci poczucia humoru, to właśnie najbardziej kocham w mężczyznach. Wytarłam łzę wchodząc do szkoły na myśl o tym, że mogłabym stracić któregoś z nich.Rozum nawet nie dopuszczał takiej myśli. Nie poradziłabym sobie bez wesołego Niall'a, albo pomocnego Zayn'a. Po prostu nie!
-Co tam?-podskoczyłam z przyspieszonym oddechem wystraszona głosem Mulata kiedy pakowałam swoją torebkę obok szafki
-Przestraszyłeś mnie-powiedziałam szybko rozdrażniona, pragnąc się od niego oddalić
-Czemu mi nie odpisałaś?-zapytał ostrożnie, a nie patrzenie w te piękne, brązowe oczy, które tak bardzo mi się podobają na prawe stało się trudne
-Zostawiłam telefon w domu-wymyśliłam szybko i przyspieszyłam ruchy-Sorki, ale muszę iść na lekcję.
-Ok. Widzimy się dzisiaj?-zapytał tym swoim niskim głosem,wiele mnie kosztowało żeby się nie zatrzymać i nie rozpłynąć jednocześnie
-Nie wiem. Mam teraz lekcję pa-stchórzyłam.
Nie potrafiłam..nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że już nigdy się nie spotkamy.Serce od razu zaczęło za nim tęsknic i choć rozum pragnął ponownie jego obrazu serce odradzało. Nie potrafiłam zwyciężyć z rozumem..dlatego jest tylko jedne wyjście z tej sytuacji.

*

-Proszę, zrozum mnie-nie potrafiłam zmierzyć się ze wzrokiem Blondyna, za bardzo bałam się jego reakcji
Cisza. Cisza która zaczynała mnie zabijać.Nerwowo bawiłam się palcami, ale nawet to choć trochę nie rozluźniało atmosfery.
-Czyli mam rozumieć-zaczał a wnętrzności zaczęły aż się kurczyć-Że jestem dla ciebie tylko przyjacielem jak Zayn i nie chcesz nas stracić dlatego z żadnym się nie zwiążesz ponieważ za bardzo Ci na nas zależy?-zapytał lekko niezadowolony i zmieszany
-Tak-odpowiedziałam krótko pragnąc aby w końcu nasze towarzystwo stało się takie jak kiedyś
-To dziwne-odezwał się wyraźnie zasmucony-Ale rozumiem.
-Serio?-wypaliłam z nieśmiałym uśmiechem i nadzieja pojawiającą się w oku
-Nie powiem, że pasuje mi to w stu procentach, ale szanuje twoją decyzję-ścisnął  moja dłoń a serce od razu zaczęło mocniej nić. Tak cholernie się cieszę.
Ku mojemu zdziwieniu pomimo rozczarowania Zayn także przyjął ze spokojem moją decyzję. Nie sądziłam, ze tak łatwo pójdzie. Widać nasza znajomość jest aż tak bardzo ważna, że zrobimy wszystko aby tylko nie stracić siebie nawzajem. Najlepszym posunięciem było zapoznanie chłopaków.Choć na początku trudno znosili swoje towarzystwo z czasem wszyscy się zaprzyjaźniliśmy a moje życie nabiera sensu.Uśmiech nie potrafi zejść z twarzy na samą myśl o ich spotkaniu.Na prawd mam najcudowniejszych przyjaciół na świecie. Kocham ich i zrobię wszystko aby ich nie stracić.

Siemka moi kochani!
Nie wiem czy zauważyliście, ale tu JANNET!
Ciekawe czy ktoś mnie tu jeszcze pamięta :D 
Tak jak Julka mówiła czasami jak będę mieć czasu to coś tu dla was napisze, jak oczywiście będzie chcieli.
Dzisiaj musiałam po prostu odreagować i napisanie czegoś dla was to wspaniały pomysł. 
Bardzo się cieszę, że tak miło przywitałyście Julkę :)
Widzę że komentujecie co bardzo, ale to bardzo mnie cieszy.
Wiem, ze wybrałam doskonałą osobę, a wy pomagacie jej się tu zaklimatyzować, dziękuję Wam za to z całego serca <3
Dobra..trochę się rozpisałam :D
Tak więc nie zapominajcie, że Was kocham baaaardzo mocno i jeszcze was tu odwiedzę <3 
Cholernie za Wami tęsknie ♥

środa, 27 listopada 2013

Nialler :D

Przepraszam, ale ten tydzień to jakaś masakra. Na szczęście już po konkursie. Uff...
No to Niall z dedykacją dla : Clary

Usłyszałam pukanie do drzwi. Hmm... Ciekawe kto to? Niall jest w trasie razem z chłopakami. [I.T.P.] pojechała do Polski odwiedzić rodzinę. Nikt inny nie przychodzi mi do głowy. No tak, jak będę tu stała w miejscu to się tego nie dowiem. Podeszłam do drzwi i niepewnie otworzyłam. Nie zobaczyłam nikogo. Ah no tak pewnie jakieś dzieciaki robią sobie jaja. Już zamykałam drzwi, ale zobaczyłam kartkę na ziemi.
"Kochanie czekam na ciebie. Idź pod pocztę, tam wszystkiego się dowiesz." Na samą myśl uśmiechnęłam się. To na pewno Niall, tylko on mówi do mnie kochanie. Założyłam buty i wybiegłam z domu. Tak, chyba pobijam nowe rekordy, zawsze się wlekłam, a teraz tak szybko udało mi się wydostać z pomieszczenia. Co ta miłość robi z człowiekiem. Poczta. Która poczta? Niall,boże debilu w pobliżu mamy trzy poczty. Zaśmiałam się pod nosem. Najbliższa? A no tak, koło Starbusksa. Pobiegłam pod nią. Nic, pustka. Którą pocztę on ma na myśli. Skarbie, jeszcze nie czytam ci w myślach. Uśmiechnęłam się sarkastycznie sama do siebie i zawróciłam. Już nie biegłam, straciłam nadzieję.Zmęczona usiadłam na ławce i zobaczyłam pocztę. O, to już? Zapytałam w myślach. Zobaczyłam pana w garniturze. Podeszłam nie pewnie.
-Emm... Przepraszam. Nie widział pan może takiego niebieskookiego chłopaka z blond włosami?- zapytałam.
-Pani [T.I.] ?-zapytał z nadzieją.
-Tak, to ja.-uśmiechnęłam się.
-Proszę za mną. -odwzajemnił uśmiech i zachęcił ruchem ręki.
A co jeśli to nie Niall mnie poprosił o przyjście. Ruszyłam za mężczyzną. Szłam jakiś kawałek za nim, nie wiedziałam kim on jest. Nogi mi zaraz wysiądą.
-Przepraszam, możemy na chwilę stanąć, nogi mi odpadają. -marudziłam.
-Już naprawdę nie daleko. -uśmiechnął się.
Dlaczego? Dlaczego akurat dziś ktoś musiał wymyślić mi taki długi spacer? Tęsknota za moim chłopakiem wyżera mnie od środka, a ja już straciłam nadzieję, że to właśnie on zaplanował to wszystko.
Niski pan zatrzymał się i wskazał mi ręką na dom. Niepewnie podeszłam i zapukałam. Obejrzałam się, lecz pan mężczyzna już odszedł. Ktoś podszedł do drzwi. Otworzył i rzucił mi się na szyję.
-Niall!- krzyknęłam radośnie, poznając po zapachu.
-Jak cieszę się, że trafiłaś.
-No wiesz.. Mogłeś bardziej określić która poczta, bo wcześniej wpadła mi do głowy ta koło kawiarni.- odezwałam się niepewnie.
-Na prawdę? A już zapomniałaś gdzie się poznaliśmy? Koło poczty. Naszej poczty.- zaśmiał się.
-A co to za dom?- zaciekawiłam się.
-Dowiesz się w swoim czasie.- uśmiechnął się.
Weszłam głębiej do środka i zdjęłam buty. Dom był ogromny, nowocześnie urządzony, no po prostu cudowny. W salonie znajdował się stół z czerwonym obrusem, świeczkami i kolacją, której zapach unosił się po całym pomieszczeniu. Spojrzałam na Nialla i zobaczyłam jak podchodzi do krzesła i odsuwa je. Podeszłam i podziękowałam, a on usiadł na wprost mnie.
-Smacznego.- powiedział.
-Dziękuję i nawzajem.
Zjedliśmy posiłek. Muszę przyznać, że wyszło mu znakomicie.
-Smakowało?-zapytał z nadzieją.
-Pyszne.- pochwaliłam go.
Odsunął swoje krzesło i podszedł nie pewnie. Uklęknął i wyciągnął pierścionek z kieszeni.
-[T.I.] długo na to czekałem i zastanawiałem się nad odpowiednim momentem i wybrałem ten. Wyjdziesz za mnie?- zapytał.
Czułam jak moje oczy zamieniają się w ocean. Tym razem to nie łzy tęsknoty, jak to było w zwyczaju w ostatnim czasie, to były łzy szczęścia. Nie umiałam wydusić słowa po prosu rzuciłam się na jego szyję.
~*~
-Kochanie zastanawiają mnie jeszcze dwie rzeczy.-zaśmiałam się.
-Słucham.-popatrzył na mnie.
-Co to za dom? I czemu zdecydowałeś się akurat na dzisiaj, nie to żeby mi się nie podobało, ale tak pytam.- zawahałam się.
-Na prawdę nie skojarzyłaś tych faktów? Gdzie i kiedy się poznaliśmy?- zapytał zdziwiony.
-Pod pocztą, jakieś dwa lata temu.
-Dokładnie dwa lata temu. A ten dom jest nasz.- powiedział podkreślając ostatnie słowo. Zaśmiałam się i pocałowałam blondyna. Kocham go i nic nas nie rozłączy.

Jesteście naprawdę kochani.
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać. <3
Liczę na komentarze. :)

piątek, 22 listopada 2013

Hazza cz.3

No to Hazz cz.3 ostatnia

Miesiąc już się nie cięła. Czy mogę to nazwać zwycięstwem? Nie, to jest jej uzależnienie, dalej muszę być czujny. Od tego czasu nawet nie próbowała sięgnąć po żyletkę. Uświadomiła sobie, że nie warto? A może boi się, że znów ja zranię? Nawet nie mam takiego zamiaru. Już raz to zrobiłem, teraz trzeba zadziałać psychicznie, a nie fizycznie. Cholera, ona siedzi sama w pokoju. Zapukałem do drzwi i nic nie odpowiedziała. Zawsze siedziała cicho, gdy chciała to zrobić. Szarpnąłem za drzwi i już byłem w jej pokoju. Popatrzyła na mnie zapłakana i upuściła ostre narzędzie na ziemię.
-Pamiętasz?- uspokoiłem się- przypomnij sobie. Jak cierpiałaś? Jak cię bolało?
-Harry, pomóż mi. -w końcu popatrzyła na mnie.
-Przypomnij sobie! Cholerny ból. Płacz, smutek i blizny? Chcesz kolejne do kolekcji? -zadrwiłem. - Nie sądzę. Wciąż chcesz to robić?
-Nie chcę. -zasmuciła się.
-Chodź- chwyciłem ją za dłoń i wyszedłem na balkon.- Przynieś wszystkie żyletki, jakie tylko masz.
Wyszła do pokoju. Ufam jej, wiem, że przyniesie wszytko co ma. Czemu by miała mnie okłamać, skoro jeszcze nie wie co ja chcę zrobić? Chcę jej pomóc, kocham ją. Ona ma mnie tylko za przyjaciela, ale ja tak nie potrafię. Każdy jej dotyk, gest uśmiech skierowany w moją stronę powoduje motylki w brzuchu. Wróciła, pomimo płaczu, dla mnie i tak była piękna.
-Wyrzuć je.- oznajmiłem spokojnie.
-Pomóż mi, sama nie umiem. -poprosiła.
-Musisz to zrobić sama, to ci pomoże.
Zawahała się, ale to zrobiła, rzuciła je, a one spadły daleko. Nigdy ich nie znajdzie.
-Dlaczego to robiłaś?- zapytałem.
-Nie pamiętam jak to się zaczęło, nikomu na mnie nie zależy i w sumie to chyba główny powód.
-Mi na tobie zależy, ale niestety nie jak na przyjaciółce. - spuściłem głowę.
-Wiesz, myślałam, że przynajmniej na tobie mogę polegać. -zobaczyłem smutek w jej oczach.
-To nie tak, zależy mi na tobie bardziej niż na przyjaciółce. -pocałowałem ją delikatnie.
[T.I.] już wyleczyła się z nałogu. A ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jedni mówią, że miłości nie ma, a ja właśnie przekonałem się, że miłość istnieje.

Krótkie, ale nie było czasu napisać.
Miałam koncert. Przepraszam.
No i dziękuję <3
Jeden negatywny komentarz i tyle broniących mnie odpowiedzi.
Jesteście kochani .

środa, 20 listopada 2013

Harry cz.2

No to jest sobie Hazza cz.2

Bolało ją to. Widziałem to w jej oczach. Cierpiała. Tak, właśnie o to mi chodziło. Nienawidzę gdy jej się coś dzieje, ale teraz nie ma innego wyjścia. Musi to poczuć, musi przestać się ranić. Może w końcu zrozumie, że to błąd. Za kilka lat będzie tego żałować, a ja muszę temu zapobiec. Wierzę, że w końcu się uda. Musi się udać. Gdy ona zadaje sobie kolejny cios, czuję jakby to mnie raniłam, tam w środku.
Zaczęła się wyrywać. Tak to dobry znak. Przycisnąłem mocniej i widziałem jak płacze. Już? Czy jeszcze nie? Te pytania chodziły po mojej głowie.
-Boli? - zapytałem, chociaż znałem odpowiedź.
-Tak, puść. -krzyknęła.
Nic nie odpowiedziałem, trzymałem dalej. Cierpiała jeszcze bardziej niż wcześniej. Jej nałóg zaszedł za daleko. Pomogę jej, choćby nie wiem co. Po mimo to, że po mojej ręce krew kreśliła już smugi, nie mogłem jej puścić. Jeszcze chwila. Mały moment. Już. Puściłem delikatnie jej rękę i wstałem. Biegiem ruszyłem do łazienki i z trudem dorwałem apteczkę. Ponowny ból w moim sercu. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem [T.I.] płaczącą opartą na rękach. Krzyczała.
-Przepraszam. To ci pomoże. - odezwałem się po cichu.
-Jak ma mi to pomóc? - wykrzyczała.
-Ból. Ona - chwyciłem żyletkę - będzie ci się kojarzyć z ogromnym bólem i cierpieniem. Będzie ci przypominać kogoś bliskiego raniącego cię. Nie chwycisz już jej. - wytłumaczyłem.
Patrzyła na mnie zdziwiona, jakby nie wierzyła w to co się przed chwilą wydarzyło.
-Może jeszcze? - podsunąłem jej ostre narzędzie pod nos.
-Weź to ode mnie! - wykrzyczała.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Udało się. Może jeszcze nie do końca, ale coś pomogło. Teraz muszę jej pilnować i pomóc. Najważniejsze mamy już za sobą. Pierwszą niechęć. Teraz muszę być przy niej cały czas. Gdy będzie chciała sięgnąć po żyletkę przypomnę jej jak dziś cierpiała.
Opatrzyłem jej rękę i zabrałem się za swoją.
-Dlaczego to zrobiłeś? -zapytała.
-Chciałem ci udowodnić jak to wygląda i zobaczyć czy naprawdę warto. -wytłumaczyłem.
-I co warto? -zaciekawiła się.
-Nie! - zaśmiałem się z własnej głupoty.
Chciałbym wiedzieć co ona teraz czuje, co ona myśli, jak sobie wyobraża przyszłość. Niestety ja mam swoje myśli, ona swoje. I może nie do końca tak powinno być, ale wiem, że już jest lepiej i jestem z tego bardzo szczęśliwy.



Przepraszam, że tak krótki.
Obiecuję, że kolejne będą dłuższe.
Ale dziś byłam w muzycznej i nie udało się dłuższego.